Pierwszy raz na treningu – 5 rzeczy, o których nikt Ci nie powie (a powinieneś wiedzieć)

Chcesz zacząć chodzić na siłownię, ale nie bardzo wiesz, jak wygląda ten pierwszy etap?
To dobrze, bo właśnie na początku ludzie robią najwięcej niepotrzebnych błędów. Nie dlatego, że są leniwi czy nieogarnięci. Po prostu nikt im nie mówi wprost, co jest naprawdę ważne, a co jest tylko siłownianym folklorem. I potem zamiast spokojnie wejść w trening, próbują od razu robić wszystko jak trzeba. Tylko że na starcie to zwykle nie działa.

Pierwsze wejście na siłownię rzadko jest problemem fizycznym. Częściej problemem jest chaos. Nie znasz sprzętu. Nie wiesz, ile ćwiczeń zrobić, w jakiej kolejności, ile serii i powtórzeń. Jaki mam założyć ciężar?! Zastanawiasz się, czy każdy patrzy, próbujesz wyglądać normalnie.

I właśnie dlatego ten etap warto odczarować.

Nie będę Ci tu pisał banałów w stylu „weź ręcznik i wodę”, bo to sobie ogarniesz. Bardziej interesuje mnie to, czego początkujący zwykle nie słyszy – a powinien. Bo te kilka rzeczy naprawdę potrafi oszczędzić sporo stresu, głupich błędów i zniechęcenia.

1. Pierwszy trening nie ma być imponujący

To chyba najważniejsze.

Naprawdę nie musisz zrobić świetnego treningu. Nie musisz wyjść z siłowni na czworakach. Nie musisz też wrócić do domu z poczuciem, że „dopiero teraz naprawdę poczułeś, że żyjesz”.

Pierwszy trening ma być sensowny.

Masz trochę poznać miejsce. Oswoić się ze sprzętem. Zobaczyć, jak reaguje Twoje ciało. Nauczyć się kilku prostych rzeczy i wyjść z takim stanem, żeby za 2-3 dni normalnie zrobić kolejny trening, a nie zastanawiać się, czy wejdziesz po schodach bez wspomagania się barierką.

To jest ważne, bo wiele osób zaczyna od złego założenia: skoro już przyszedłem, to muszę dać z siebie 100%. Nie musisz. Na początku dużo ważniejsze od intensywności jest to, czy wejdziesz w regularność. Z perspektywy zdrowia i budowania nawyku to właśnie przejście z „nic nie robienia” do „trenuje regularnie” robi największą różnic.

W praktyce lepiej zrobić pierwszy trening trochę za lekki niż od razu przesadzić i zniechęcić się na starcie.

2. To, że czujesz się nieswojo, nie znaczy, że się nie nadajesz

Początkujący bardzo często myślą, że wszyscy na nich patrzą.

Nie patrzą.

Naprawdę. Większość ludzi na siłowni jest zajęta sobą. Swoim planem, swoim telefonem, swoimi ciężarami, swoim odbiciem w lustrze i swoim życiem. Ty jesteś dużo mniej interesujący, niż Ci się wydaje.

Na początku dziwne jest prawie wszystko:

  • nie wiesz, jak ustawić ławkę
  • nie kojarzysz nazw ćwiczeń
  • nie masz pojęcia, czy robić 8, 10 czy 12 powtórzeń
  • nie jesteś pewien, czy dana maszyna działa tak, jak myślisz

I to jest normalne.

Nie chodzi o to, żeby od pierwszej wizyty wyglądać jak ktoś ogarnięty. Chodzi o to, żeby nie panikować tylko dlatego, że jesteś nowy. Widzę to często – ludzie mylą zwykły dyskomfort początkującego z sygnałem, że siłownia „chyba nie jest dla nich”. A to zwykle nieprawda. To tylko nowa sytuacja, z którą jeszcze się nie oswoiłeś.

3. Zakwasy nie są dowodem dobrze wykonanego treningu

To jest jeden z tych mitów, które powinny już dawno umrzeć, ale jakoś trzymają się nieźle.

Jeśli po pierwszym treningu wszystko Cię boli, to nie znaczy automatycznie, że trening był świetny. Czasem znaczy tylko tyle, że ktoś przesadził z objętością, ciężarem albo liczbą ćwiczeń.

Bolesność mięśni po nowym wysiłku jest normalna. Zwłaszcza jeśli wcześniej mało się ruszałeś albo wracasz po dłuższej przerwie, ale nie ma sensu robić z niej celu. Organizm dość szybko adaptuje się do podobnych bodźców, a reakcja po kolejnych treningach zwykle jest mniejsza.

Czyli po ludzku – nie trzeba być połamanym, żeby trening działał.

Powiem nawet mocniej: jeśli po pierwszych zajęciach jesteś tak rozwalony, że przez kilka dni nienawidzisz ruchu, to to nie był dobry start. Na początku chcesz budować przyzwyczajenie, nie traumę.

4. Nie potrzebujesz idealnego planu – potrzebujesz prostego planu

Internet mocno namieszał ludziom w głowie.

Jedni mówią: idź i rób cokolwiek. Drudzy rozpisują trening jak przygotowanie do zawodów. Pięć dni, specjalne tempo, progresje, procenty, deloady, fazy, bloki i najlepiej jeszcze wykres w Excelu.

Początkujący zwykle nie potrzebuje ani jednego, ani drugiego.

Na start dużo lepiej działa prosty plan oparty na podstawowych ćwiczeniach, wykonywany regularnie 2-3 razy w tygodniu. Bez przekombinowania. Bez ciągłego zmieniania wszystkiego. Bez skakania z programu na program, bo ktoś wrzucił nową rolkę i nagle ten poprzedni „już nie działa”.

Dla osoby początkującej najwięcej daje nie magia planu, tylko powtarzalność, nauka techniki i sensownie dobrane obciążenie.

To jest mało efektowne, ale skuteczne.

I jeszcze jedna rzecz: technika na początku nie musi być idealna jak z podręcznika. Ma być wystarczająco dobra, żebyś rozumiał, co robisz, czuł pracę tam, gdzie trzeba i nie nadrabiał wszystkiego byle czym. Reszta przychodzi z czasem.

5. Dobry start naprawdę oszczędza miesiące błądzenia

Z zewnątrz to może wyglądać niewinnie. Ot, ktoś zaczyna chodzić na siłownię. Co może pójść nie tak?

Całkiem sporo.

Najczęściej wygląda to tak:

  • trochę losowych maszyn
  • trochę cardio bez planu
  • trochę ćwiczeń podpatrzonych od innych
  • trochę za duży ciężar
  • trochę frustracji
  • i po kilku tygodniach wniosek, że „to chyba nie dla mnie”

Nie. Problem często nie leży w tym, że trening nie działa. Problem leży w tym, że początek był chaotyczny.

Dlatego uważam, że na starcie bardzo dużo daje ktoś, kto potrafi to poukładać. Nie po to, żebyś był prowadzony za rękę w nieskończoność. Po to, żebyś od początku wiedział:

  • co robić
  • po co to robisz
  • jak dobrać obciążenie
  • kiedy progresować
  • czego nie komplikować

Dane pokazują, że nadzorowany trening może poprawiać trzymanie się planu i efekty względem działania całkowicie samemu, choć oczywiście dużo zależy od osoby, celu i jakości prowadzenia takiej osoby. Mam tu na myśli współprace z trenerem. Pozwala to zrzucić z Twoich barków wszystkie wcześniej poruszane kwestie, a Ty możesz skupić się na najważniejszym – trenowaniu.

I to ma sens. Jeśli zaczynasz, to zwykle nie potrzebujesz motywacyjnych haseł. Potrzebujesz dobrego wejścia.

Na koniec

Jeśli jesteś na etapie „chcę zacząć, ale nie wiem, jak się za to zabrać”, to uspokoję Cię – nie musisz wszystkiego wiedzieć od razu. Nie musisz wyglądać pewnie. Nie musisz robić treningu życia już w pierwszym tygodniu.

Masz po prostu zacząć mądrze.

Bez bezsensownego zajeżdżania się. Bez udawania, że ogarniasz wszystko. Bez skakania po przypadkowych planach z internetu.

A jeśli chcesz wejść w trening tak, żeby od początku miało to ręce i nogi, to dobra współpraca z trenerem naprawdę potrafi skrócić drogę. Mniej chaosu, mniej błędów, więcej konkretu. Zwłaszcza na początku, kiedy najłatwiej się zniechęcić albo ugrzęznąć w bzdurach.

 

Podziel się swoją opinią
Mateusz Turecki
Mateusz Turecki
Artykuły: 3

Aktualizacje newslettera

Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *